KS COSNTRACT :  MIESZKO GNIEZNO

4:3

Bramki: Sebastian Grubalski, Patryk Szczepaniak, Jakub Raszkowski, Paweł Ossowski.  – Rychłowski, Kaźmierczak, Marcinkowski.

Sobotniego wieczora naprzeciw siebie stanęły drużyny Mieszka Gniezno i Constractu Lubawa. Jak to często w tym sezonie bywa układ tabeli nie jednoznacznie odpowiada na pytanie, o faworyta spotkania. Tak było i tym razem kiedy do Lubawy przyjechał 10-ty zespół tego sezonu. Mając w pamięci podobną sytuacje z przed roku, należało spodziewać się trudnego meczu i zaciętej rywalizacji bo właśnie z zaciętości i determinacji słynie drużyna z pierwszej stolicy.

Pierwsza akcja tego spotkania należała do gości, którzy jako pierwsi zatrudnili Vladyslawa Bondarenko. Każda kolejna minuta pokazywała jednak która drużyna ma więcej argumentów w tym spotkaniu. Constract dyktował tempo organizując znacznie większą liczbę groźnych ataków. Problemem było jednak efektywne wykorzystanie kreowanych okazji. Odwieczny problem fatalnej skuteczności, sprawił że przez pierwsze 10 minut bramek nie oglądaliśmy. W 11 minucie strzał z dystansu ręką zablokował jeden z obrońców gości, a sędziowie odgwizdali rzut karny. Na 6 metrze piłkę ustawił Sebastian Grubalski i pewnym strzałem pokonał Dawida Kasprzyka.

Radość nie trwała długo zaledwie 2 minuty później, po dużym zamieszaniu Vladyslawa Bondarenko zaskoczył Dariusz Rychłowski. Ponownie mieliśmy remis i szukaliśmy trafienia dającego prowadzenie. To nie przychodziło łatwo, bo choć okazji nie brakowało wynik nie zmienił się aż do 19 minuty kiedy to dobrze rozegrany rzut rożny na bramkę zamienił Patryk Szczepaniak. Na przerwą schodziliśmy z jednobramkową zaliczką.

Druga odsłona miała bardzo podobny przebieg. Przewaga, lepsza organizacja gry i niewykorzystane okazje to coś do czego można było się w tym sezonie przyzwyczaić. Czasem można było odnieść wrażenie, że brakowało nam determinacji, czy wzięcia na siebie ciężaru przez któregoś z doświadczonych graczy. Najlepszym dowodem na taki stan rzeczy miał debiutancki występ 17 letniego Jakuba Raszkowskiego, który bez kompleksów z odwagą z minuty na minutę stawał się najjaśniejszą postacią na boisku. Do spółki z Sebastianem Grubalskim oddawali strzały, próbowali pojedynków indywidualnych i szukali gola. W początkowej fazie brakowało skuteczności, a goście zdołali wyrównać. Była 32 minuta i po raz kolejny na tablicy pojawił się wynik remisowy.

Na 8 minut przed końcem musieliśmy szukać bramki za wszelką cenę, to szczególnie trudne zadanie z racji tego, że tego wieczora piłka do bramki Kasprzyka – wpadać nie chciała.

Boiskowy obraz nie dawał żadnej gwarancji na zdobycie 3 punktów. Nadzieja była jednak w młodzieńczej fantazji Jakuba Raszkowskiego, który jak na debiutanta doskonale radził sobie z obroną gości, choć przez długi okres brakowało dokładności przy oddawaniu strzałów młodzian się nie deprymował. Mając pełne zaufanie trenera Grubalskiego słyszał „ Próbuj, próbuj”. Było warto, bo determinacja pozwoliła spełnić marzenia debiutanta, który przy odrobinie szczęścia wyprowadził zespól na prowadzenie i na 3 minuty przed końcem odżyły na dzieje na komplet punktów w tym spotkaniu. Po stracie bramki goście od razu podjęli się  odrabiania strat wycofując bramkarza. W efekcie szybko popełnili błąd, który w konsekwencji zakończył się bramką Pawła Ossowskiego. Na półtorej minuty  przed końcem emocje znowu sięgnęły sufitu hali OSiR w Lubawie. Bramkę kontaktową zdobył Marcin Marcinkowski i przez ostatnie 90 sekund musieliśmy drżeć o wynik. Szansę na 5 bramkę miał jeszcze Sebastian Grubalski, ale chybił przy strzale z 10 metra.

Po ostatnim gwizdu można było odetchnąć z ulgą. Komplet punktów został w Lubawie, choć styl w jakim został zdobyty pozostawia dużo do życzenia. Zwycięzców się nie sądzi dlatego gratulujemy wygranej i powrotu na drugie miejsce w ligowej tabeli. Nagroda MVP za to spotkanie trefiła w ręce debiutanta Jakuba Raszkowskiego.