Mecz z Clearexem to dla Constractu kolejna trudna potyczka, jeden z najbardziej utytułowanych i doświadczonych zespołów w stawce w dodatku na własnym terenie, to bardzo trudne zadanie dla dręczonego kontuzjami beniaminka, który dodatkowo musiał się zmierzyć z wynikiem swojego ostatniego meczu

W pierwszej połowie mimo niemrawego począctku Constract osiągnął dośc sporą przewagę, zarówno jeżleli chodzi o czas operowania futsalówka, jak i kreowanie sytuacji podbramkowych. Największe ofensywne żądło czyli Pedrinho nie był osamotniony, nawet kiedy Brazylijczyk odpoczywał na ławce Constract cały czas był groźny i głodny bamek. Jeśli ktoś myślał że po dotkliwej porażce z Rekordem Constract się wycofa i będzie bardziej zachowawczy bardzo się pomylił, Constract w pierwszej połowie zdominował rywala, a jedyną rzeczą z której mógł być niezadowolony był wynik. Kiedy w 16 minucie Constract wyszedł na prowadzenie wydawało się, że szybko może go podwyższyć bo okazje które stwarzali zawodnicy trenera Grubalskiego można śmiało klasyfikować jako co najmniej 90%. W bramce Clearexu był jednak fachowiec z najwyższej półki i ratował swój zespół. Tym sposobem zrobiliśmy bohatera z Krzyśki, a sami popełniliśmy błąd w ofensywie i nadzialiśmy się na kontrę, którą na bramkę wyrównującą zamienił Leszczak ustalając wynik pierwszej polowy na 1:1.

Druga część gry okazała już bardziej wyrównana, ale po raz kolejny to Constract stwarzał bardziej klarowne sytuacje. Po jednej z perfekcyjnie rozprowadzonych akcji, Dewucki sfaulował uderzającego na pustą  bramkę Arkadiusza Budzyna, za co otrzymał czerwoną kartkę, a rzut karny na bramkę zamienił Pedrinho. Constract znowu prowadził , choć radość nie trwała zbyt długo, zamieszanie pod bramką Chaveza wykorzystał Seget, choć wielu zastanawiało się czy to przypadkiem nie było trafienie samobójcze. Tak czy tak znowu był remis, Constract bardzo ciężko pracował na swoje gole i łatwo tracił wypracowana przewagę, taki obrót wydarzeń działał niezwykle motywująco na Pedrinho, który w środkowej części 2 połowy złapał bardzo dużą swobodę gry, a wszyscy doskonale wiemy jak gra swobodny i wyluzowany. Brazylijczyk szybko osiągnął swój cel zdobył drugiego gola i Constract po raz trzeci prowadził. Po chwili udało się podwyższyć prowadzenie po sprytnym rzucie wolnym Pereiry. Taki obrót wydarzeń wiązał się z koniecznością gry przeciwko bardzo dobrze organizowanej grze w przewadze Clearexu z Mikołajem Zastawnikiem w roli lotnego bramkarza.

Constract bronił jednak bardzo dobrze, będąc dwukrotnie bardzo bliski skierowania futsalówki do pustej bramki gospodarzy. Taki stan rzeczy utrzymywał się do 39 minuty, Czterdziesta nie po raz pierwszy na futsalowym pakiecie okazała się być najważniejsza i nie miała nic wspólnego z wydarzeniami które miały miejsce we wcześniejszych 39 minutach. O ile trafienie Mikołaja Zastawnika można było przyjąć i łatwo zaakceptować, bo cóż powiedzieć kiedy jeden z najlepszych Polskich zawodników posyła prawdziwą bombę pod poprzeczkę bramki Chaveza. To co jednak wydarzyło się za chwilę ocierało się o futsalowy dramat, reżyserowany przez niewiarygodnego pecha. Dwadzieścia sekund po bramce na 4:3 Clearex wyrównał za sprawą Leszczaka, a jakby tego było mało na 12 sekund przed końcem  Maciej Maskewicz obejrzał czerwoną kartkę za pociągnięcie za koszulkę, remis udało się  jednak utrzymać i chyba jedynym sensownym komentarzem do wydarzeń 40 minuty tego meczu są słowa Dawida Grubalskiego. „Pamiętaj! Szczęście zawsze równa się 0”

Wspaniałe widowisko, mimo wyniku który większość kibiców na pewno bardzo zabolał można z pełna odpowiedzialnością powiedzieć, ze to był najlepszy futsal w historii tego zespołu. Zespołu , który czasem płaci frycowe, za swą młodość, fantazję, może brak wyrafinowania, ale cały czas udowadnia że potrafi wyciągać wnioski i nieustannie się rozwija.