Po kilku tygodniach wróciliśmy do Ekstraklsowych zmagań, w 16 kolejce przyszło mierzyć się z GSF Gliwice, którym należało wyrównać rachunki z pierwszej rundy w której nieco na własne życzenie oddaliśmy punkty rywalom.

Mecz rozpoczęliśmy od ataków i wysokiego pressingu czyli dokładnie tego co najczęściej przynosi nam gole. Długo nie było trzeba czekać, Grubalski i Pedrinho szybko rozmontowali obronę podopiecznych Błażeja Korczyńskiego. Po dwóch minutach Constract prowadził 1:0. Pierwsze 5 minut dla Constractu, z czasem GSF zaczął się odgryzać, choć więcej szans tworzył Constract organizując szybkie kontry. Po 8 minutach Błażej Korczyński zdecydował się wziąć czas. Constract był  zdecydowanie lepszy w Gliwicach na początku spotkania. Czas i rady trenera okazały się trafić w punkt pierwsza akcja po przerwie i gol Dominika Wilka. Remis na tablicy po 10 minutach gry. Przy remisie atmosfera spotkania rosła z każdą akcją w efekcie żółta kartka dla Roberta Gładczaka, który nie zwolnił tempa i po minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. GSF bardzo szybko wrócił do gry. Constract od razu rzucił się do odrabiania jednobramkowe straty. Kilka dogodnych okazji nie wystarczyło do tego żeby wyrównać, skuteczność pozostawiała nieco do życzenia. Constract przeważał przez prawie całą pierwsza połowę, a wynik był po stronie rywali jakość i doświadczenie w pierwszych 20 minutach wzięło górę nad finezją i kreatywnością zawodników  Constractu.

Druga połowa nic nie zmieniła w obrazie gry. Constract chciał cały czas zdobywać bramki w tym spotkaniu i już po minucie mieliśmy wyrównanie po precyzyjnym strzale Mateusza Łożyńskiego. W 25 minucie musieliśmy przeżyć chwilę, która była w pierwszym momencie nie do zaakceptowania. Czerwona kartka dla Pedrinho i gol dla GSF były jak grom z jasnego nieba. Jedna bramka straty to jednak nie tragedia w perspektywie 15 minut gry. Constract wrócił do swoich ataków po raz kolejny jednak zdobywanie bramek nie przychodziło łatwo. W atakach prym wiedli Grubalski i Łożyński, ale strzały albo były niecelne, albo padały łupem bramkarza. Dwie minuty przed końcem sytuacja stała się wręcz dramatyczna drugą bramkę w tym spotkaniu zdobył Dominik Wilk. Dwubramkowa strata na dwie minuty przed końcem była nie lada wyzwaniem dla nieco sfrustrowanej drużyny z Lubawy. Gra w przewadze okazała się nieskuteczna, mimo kilku dobrych okazji to gospodarze podwyższyli prowadzenie ustalając wynik spotkania na 5:2.

Dobry mecz i dobra gra to za mało żeby wywieść punkty z Gliwic. Po raz drugi przegrywamy z zespołem Błazeja Korczyńskiego, który niczym wytrawny bokser wypunktował grający otwarty futsal Constract.