Na spotkanie z Mistrzem Polski kibice w Lubawie ostrzyli sobie zęby od momentu awansu do Ekstraklasy Futsalu. Na oglądanie najlepszych fatalistów w Polsce przyszedł czas w 10 kolejce spotkań, rangę wydarzenia podnosiła transmisja telewizyjna  z meczu, wypełniona po brzegi hala OSiR i tabela  która pozwała reklamować to spotkanie jako mecz jesieni we Futsal Ekstraklasie. Przed sezonem mecz z Rekordem można było postrzegać w kategoriach potyczki Dawida z Goliatem. Analiza w przeddzień meczu dla większości kibiców była zgoła inna. Constract z Rekordem sparował przed sezonem w meczu zespołów na dwóch zupełnie różnych etapach  przygotowań, w niepełnych składach. Wtedy  Constract był w stanie się przeciwstawić, ostatecznie notując wynik remisowy, co wtedy wiązało się z nadejściem efektu „wow”. Od tamtego spotkania do listopadowej potyczki niewiele się zmieniło. Constract ciągle zaskakiwał wszystkich na plus, zdobywając kolejne punkty w Ekstraklasie, grając jak równy z równym z FC Toruń, ACANĄ, czy Piastem.

Przed spotkaniem z Rekordem, najbardziej chłodno myślący liczyli na dobry mecz i walkę przez pełne 40 minut na najwyższych obrotach. Niekoniecznie przewidując punkty dla Constractu, fakt faktem byli to nieliczni, bo marzenia pokonania Mistrza był silniejsze w większości przypadków.

Marzenia jednak same się nie spełniają, żeby mogły być realizowane trzeba potrafić jest spełniać i jak się okazało, w listopadzie 2019 roku , Constract nie był gotowy na spełnienie tego pragnienia.

Zaczynając od początku, czyli od składu naszego zespołu trzeba powiedzieć  sobie jasno. Na spotkanie z Rerkodem kadrowo byliśmy nieprzygotowani. Braku trójki kluczowych zawodników, w takim meczu jest nie do uzupełnia. Mimo wszystko taktyka się nie zmieniła. Constract ani myślał stosować jakikolwiek wariant defensywny, czy skomasowaną obronę. Podopieczni Dawida Grubalskiego pragnęli prezentować futsal do którego zdążyli przyzwyczaić, energiczny, szybki, ofensywny styl gry okazał się wodą na młyn dla wyrafinowanych, spokojnych i jak się okazało bezwzględnych rywali.

Nie musiało to jednak skończyć się wysoką porażką, gdybyśmy ustrzegli się kilu prostych błędów. Mieli odrobinę więcej szczęścia, mecz spokojnie można było prowadzić z stykowym wynikiem.  Futsal tego dnia okazał się jednak dużo bardziej brutalny, Constract grał, a Rekord z łatwością zdobywał bramki, od pierwszych sekund tego spotkania, przez co Constract nawet przez chwile nie mógł poczuć się swobodnie, nawet kiedy przychodziły momenty kiedy ruszaliśmy do ataku, a nasze akcje zagrażały bramce Krzysztofa Iwanka, rywale wyprowadzali zabójcze kontry. Relacjonowanie każdej kolejnej bramki nie ma w tym przypadku większego sensu, gdyż Rekord po prostu robił swoje, choć jak w pomeczowej wypowiedzi podkreślił Trener Andrzej Szłapa. „To było spotkanie jak każde inne w tym sezonie, kreowaliśmy akcje, dochodziliśmy do sytuacji i w odróżnieniu od wcześniejszych spotkań, prezentowaliśmy doskonałą skuteczność.”

Skuteczności, a może bardziej odwagi i spokoju zabrakło w naszym zespole, gdyby udało się przy wyniku 1:0 dla gości odpowiedzieć naszym trafieniem, z dużą dozą prawdopodobieństwa można by stwierdzić, ze mecz ułożył by się inaczej. Nie chodzi tu o zdobycz punktową, a po prostu o bardziej wyrównany i otwarty do końca wynik spotkania. Tak się nie stało, straciliśmy kolejne gole i przy wyniku 5:0 ostatecznie coś pękło w naszej mentalności, wiara w powrót do tego meczu jakby uleciała i trudno było cokolwiek zmienić. W konsekwencji straciliśmy jeszcze 4 gole.

Lekcja którą dostaliśmy z pewnością ma wartość dodaną, nikt nie może traktować, tego meczu jako upokorzenia, czy blamażu, zagraliśmy otwarty futsal, nasza gra była dużo lepsza niż wynik tego meczu. Rywalom należy pogratulować konsekwencji i determinacji w tym spotkaniu. Nie da się nie dostrzec faktu, że zawodnicy Rekordu podeszli do spotkania bardzo poważnie i priorytetowo, tak jak należy podejść do spotkania z byłym liderem tabeli i aktualnie zespołem z TOP 3 sezonu. My na takie starcie tego dnia nie byliśmy gotowi.