Constract Lubawa w 9 kolejce Futsal Ekstraklasy mierzył się z Piastem Gliwice. Budowana nieco od początku drużyna Piasta przyjeżdżała do Lubawy z serią 3 zwycięstw z rzędu, zainspirowani nowym Portugalskim Trenerem Orlando Duarte zawodnicy z Gliwic wydawali się niezwykle trudnym i wymagającym rywalem. Constract osłabiony brakiem kontuzjowanego w ostatnim meczu Victora Diego musiał szukać zastępstwa, ostatecznie trenerzy zdecydowali, że Brazylijczyka zastąpi Mateusz Łożyński.

Mecz z wysokiego „C” rozpoczął Constract i w zasadzie już w po pierwszych 3 minutach, mógł prowadzić 2:0 ale Bartka Piórkowskiego świetnie zatrzymywał przymierzany do Constractu przed sezonem Michał Widuch. Constract cały czas utrzymywał optyczną przewagę, zaniepokojony dobrym początkiem Constractu,  Duarte wziął czas już w 4 minucie. Po szybkich korektach w szeregach gości   Constract na chwile się zatrzymał mimo, że Piast nie zagrażał bramce Chaveza zbyt często zdobył pierwszą bramkę tego spotkania, w zamieszaniu pod bramką Constractu najprzytomniej zachował się Dominik Solecki dając prowadzenie swojej drużynie. Po bramce Constract po raz kolejny osiągnął przewagę nie potrafił jednak przechytrzyć Widucha, który rozgrzany kilkoma świetnymi interwencjami wskoczył, na swój najwyższy bramkarski poziom. Konsekwentny i spokojny Piast w 11 minucie zadał cios numer 2. Drugie trafienie Soleckiego, mogło martwić już zdecydowanie bardziej, Constract przeważał  bramki, trzeba przyznać, że dosyć kuriozalne zdobywał Piast, a konkretnie Dominik Solecki.

Podopieczni Dawida Grubalskiego na szczęście, nie opuścili głów i kontynuowali swoją grę, może niezbyt brawurową, ale konsekwentną. Odczuwalny był jednak brak Victora Diego przez co dużo więcej czasu na placu gry spędzali Pedrinho i Pereira. Kiedy wydawało się, że do przerwy nie będziemy mogli cieszyć się z zdobyczy bramkowej, błąd popełnił nieomylny dotąd Michał Widuch. Jego niefrasobliwość doskonale wykorzystał Arkadiusz Budzyn i Constract na przerwę schodził z jednobramkową stratą do rywali.

W drugiej odsłonie Constract, również ruszył z dużym animuszem i choć z swoich dobrych akcji bramki nie strzelił to po raz kolejny wykorzystał błąd rywali i oczywiście spryt i spokój Pedrinho, który już w 3 minucie drugiej części, wyrównał wynik spotkania.  Z prowadzenia nie mogliśmy cieszyć się jednak zbyt długo, w podobnym zamieszaniu w polu karnym Chaveza najlepiej odnalazł się Cygnarowski i Piast prowadził po raz drugi w tym spotkaniu. Po straconej bramce Constract jakby nieco się zatrzymał, choć trzeba rozumieć też fakt że grając mecze co 3 dni, żaden zespół nie jest w stanie utrzymywać najwyższej intensywności przez pełne 40 minut, tym bardziej, że w drugiej połowie Constract grał w zasadzie 6 zawodników w polu. Piast mając minimalną, ale jednak przewagę bramkową nie forsował tempa, nie podejmując zbędnego ryzyka. Constract oczywiście tworzył sobie lepsze i gorsze okazję, jednak do 15 minuty bramki wyrównującej nie zobaczyliśmy.

Przy takim obrocie spraw było jasne, że trzeba było podjąć ryzyko i zacząć wycofywać bramkarza. Chavez zmieniał się z Raszkowskim ale tylko w dwóch akcjach, po czym Raszkowski zdecydował, że sam będzie strzegł bramki Constractu, prezentując przy tym bardzo dobre umiejętności w wznawianiu gry ręką, czego nie powstydziliby się nasi regularni bramkarze. Głównym zadaniem było jednak wyrównanie, nie było to jednak łatwe doskonale ustawiony Piast nie pozwalał na zdobycie choć 1 metra wolnej przestrzeni na oddanie strzału. Czas upływał nieubłaganie i wszystko wskazywało na to, ze trzeba będzie przełknąć gorycz porażki. Zawodnicy próbowali jednak do samego końca i choć na zegarze zostało już tylko kilka sekund oni napierali, na 2 sekundy przed końcową syreną na ostatni strzał spotkania zdecydował się Arkadiusz Budzyn, pika po jego uderzeniu odbiła się od obrońcy, na jej drodze stanął jednak Bartek Piórkowski, który głową wbił piłkę przed bramkę Widucha, ten nie połapał się w sytuacji, a do piłki dopadł Pereira i również głową skierował ją do bramki, wprowadzając halę w futsalową euforię. Dając remis który smakował lepiej niż zwycięstwo, bo był nagrodą za walkę, wiarę i nadzieje wszystkich kibiców wypełnionej do ostatniego miejsca hali OSiR. I choć rywal próbował udowadniać, że bramka padła po czasie, na nic się to zdało Constract w ostatnich sekundach wyrwał 1 punkt, a przede wszystkim wlał wiarę w serca kibiców, ze w futsalu nigdy nie jest za późno …