Czwarta kolejka spotkań Ekstraklasy przyniosła spotkanie dwóch beniaminków. To jednak nie jedyna sprawa jaka łączy w ostatnim czasie zespoły Gwiazdy Ruda Śląska i Constractu Lubawa. Obie drużyny w ostatnich sezonach mierzyły się ze sobą aż czterokrotnie, mimo występów w dwóch różnych ligach. Mowa oczywiście o barażach, w których lepiej radziła się śląska drużyna. Ostatecznie obie ekipy dotarły do upragnionej Ekstraklasy i w czwartej kolejce podjęły walkę o ligowe punkty. Gwiazda Ruda Śląska z racji przewagi własnego boiska i jakby nie było lepszej historii spotkań mogła być uznawana za minimalnego faworyta spotkania.

Składy:

Gwiazda Ruda Śląska: Waszka (Lawacz) – Barański, Naleśnik, Hyży, Dynek, Jagodziński, Brysz, Hiszpański, Kmiecik, Węgrzyn, Siadul, Świtoń, Alex Silva.

KS Constract Lubawa: Imanol (Okuniewski, Zelma) – Henrique, Kaniewski, Diego, Piórkowski, Łożyński, Pedrinho, Ossowski, Maśkiewicz, Raszkowski, Budzyn.

Sędziowie: Steczko, Orliński – Kandzia, Miśta

W pierwszej czwórce na boisku w zespole Constractu pojawili się Pedro Oliveira Pedro Pereira Arkadiusz Budzyn Bartek Piórkowski, a w bramce Imanol Chaves Darias. Początek spotkania nie porwał emocjonującymi akcjami, zespoły skupione na defensywnie mozolnie budowały swoje ataki nie stwarzając groźnych sytuacji. W 3 minucie pierwszą paradą musiał wykazać się Imanol po strzale z rzutu rożnego. W 5 minucie doskonałej okazji do wyjścia na prowadzenie nie wykorzystał Piórkowski z najbliższej odległości trafiając w bramkarza. Minutę później strzałem z dystansu bramkarza gospodarzy sprawdził Pedrinho. Wraz z upływającym czasem Constract zyskiwał optyczną przewagę, coraz częściej goszcząc pod bramką Waszki. W pierwszych 10 minutach wynik się nie otworzył na czym traciło widowisko, spotkanie coraz bardziej przypominało wcześniejsze potyczki tych zespołów. Remis utrzymywał się aż do ostatnich sekund, w których o czas poprosili trenerzy, jak się  okazało dodatkowa mobilizacja chwila wytchnienia pozwoliły zebrać siły w ostatnich 30 sekundach i za sprawą Pedro Pereiry zdobyć bramkę dającą prowadzenie. Do szatni zeszliśmy w doskonałych nastrojach, po rozsądnej cierpliwej grze w pierwszej połowie.

Świetnie zakończyliśmy pierwszą połowę, ale początek drugiej był po prostu wymarzony już w drugiej minucie prowadzenie podwyższył Bartek Piórkowski. Po bramce „Pierzego” wydawało się że przejmiemy kontrolę nad meczem stworzyliśmy jeszcze dwie groźne sytuacje. Zaraz po tym do głosu doszli jednak gospodarze, którzy za sprawą Bartka Siadula w 27 minucie zdobyli gola kontaktowego. Bramka podrażniła jednak „konstruktorów” a dokładnie Pawła Ossowskiego który w profesorski sposób ograł dwójkę rywali i doskonale obsłużył Pedrinho, który zdobył drugiego gola w tym spotkaniu. Paweł Ossowski po tej akcji poczuł że to jest jego moment i już za chwilę sam cieszył się z gola. Lider zespołu ?.. Szybkie 2 minuty Constractu uspokoiły nieco emocje Constract starał się kontrolować wydarzenia na boisku, 3 punkty były na wyciągniecie ręki. W 35 minucie sprawę zwycięstwa niemal ostatecznie wyjaśnił Pedrinho, zdobywając 5 gola Constractu,. To była pozycja z której bramki padają niezwykle rzadko. Pedrinho zrobił to z niewiarygodną łatwością. Gwiazda skazana na grę z wycofanym bramkarzem próbowała szukać swoich szans, jak się okazało Constract korzystał z takiego obrotu sprawy zyskiwał czas, a w 39 minucie zyskał szóstego gola autorstwa Pereiry.

Druga połowa okazała się dużo ciekawsza dla oka kibica, piękne bramki więcej otwartej gry. Najważniejsze jednak 3 punkty i końcowa radość. Sześć na dziewięć możliwych punktów to jakby niebyło świetny start W Ekstrakalsie brawo Constract, brawo zespół. Już w środę kolejna dawka futsalu w Lubawie.