I kolejka z dużym opóźnieniem, ale też z dobrą grą i dużą przewagą.

AZS UW WARSZAWA : KS CONSTRACT

1:5

Bramki:

Kaniewski x2, Sass, Budzyn, Kieper-  Constract;
Nahorny – AZS UW

Mecze w warszawskiej hali sportowej przy ul. Banacha 2a zawsze były niezwykle zacięte i trzeba przyznać, że Constract często miewał tam spore problemy z wygrywaniem. Tym razem miało być inaczej. Tak dobrej passy Constract jeszcze nie miał, a AZS w sobotę remisem z FC Kartuzy pokazał, że „Nie taki diabeł straszny”…

Od początku I połowy Constract rozpoczął z dużym animuszem pokazując od początku kto będzie stawiał warunki w tym spotkaniu.  Sygnał do ataku dał oczywiście sam kapitan Paweł Kaniewski pokazując, że jest w doskonałej formie. On co prawda pierwszej bramki nie zdobył, bo ta była autorstwa Arkadiusza Budzyna ale już chwilę później pokazał, że w tym sezonie ma nosa do zdobywania bramek wykorzystując moment zawahania obrońców kopnął niczym od niechcenia w kierunku bramki Warszawskiego, a ten dosyć łatwo dał się zaskoczyć . 2:0 było wynikiem, który utrzymywał się przez długi fragment gry I połowy.  W tym okresie swoje akcje coraz częściej kreowali Warszawianie. Constarct nieco cofnięty chciał zaskoczyć rywala szybką kontrą, jednak to rywal zaskoczył aktualnego lidera tabeli, kiedy to z bliska Kacpra Zelma zaskoczył Nahorny.

W tym momencie w szeregach zawodników z Lubawy wszyscy zrozumieli, że najlepszą obroną, będzie atak. Przyspieszyli moment odbioru piłki doskoczyli do przeciwnika i ruszyli po kolejne bramki. Gole choć nie sypały się jak z rękawa przyszły w swoim czasie. Najważniejsze trafienie w meczu zaliczył, nie kto inny jak Paweł Kaniewski rozpoczął akcję i sam ją wykończył 3:1 do przerwy to zasłużony wyniki Lubawian.

W drugiej odsłonie utrzymaliśmy koncentracje, a ilość stworzonych okazji można zapisać w Klubowej Księdze pamiątkowej pod nazwą „Największa”. Gdyby nie bramkarz AZS-u wynik szybko mógł być bardzo wysoki i mimo prób oczekiwanie na pierwsza bramkę w drugiej połowie było bardzo długie. Ta sztuka udała się Danielowi Sass, który z dużą przytomnością wpakował piłkę do bramki. Udział przy tym golu miał oczywiście nieoceniony w tym spotkaniu Kaniewski. W samej końcówce na 5:1 wynik ustalił Sylwester Kieper, i kolejny raz Lubawianie zatańczyli, swój taniec radości.