Druga runda rozgrywek Futsal Ekstraklasy jest nieco szarpana, przerwy w rozgrywkach wybijają nieco z rytmu zarówno zawodników i sztaby szkoleniowe jak i samych kibiców. Przed spotkaniem Constractu z Gwiazdą Ruda Śląska dużo rzeczy było jasnych i oczywistych. Faworyt był jeden, ale znaków zapytania bardzo dużo. Gwiazda jak chyba każda Śląska drużyna ma swój charakter, i jak się później okazało ten charakter potrafi przełożyć na poczynania boiskowe. Nawet gdy ma swoje problemy, bardzo młody zespół grający w hali drużyny, która od początku sezonu utrzymuje się w Top 4 Futsal Ekstraklasy. Constract po raz pierwszy w tym roku radził sobie bez swojej największej gwiazdy, czyli Pedrinho. Brazylijczyk pauzował za czerwoną kartkę w Gliwicach. Mecze Pucharowe choć zwycięskie dla Constractu, rozegrane były z zespołami „niefutsalowymi” jeśli  można w ogóle takiego słowa użyć i ocena stanu formy na tle takich przeciwników jest co najmniej niepewna.

Mecz zaczął się zgodnie z planem, założeniem i wszelkimi przewidywaniami. Ataki, ataki, wszelakie próby pokonania bramkarza Gwiazdy, przewaga wręcz druzgocąca, długimi minutami jednak bez potwierdzenia. Z każdą minutą coraz częściej spoglądaliśmy w kierunku siedzącego na trybunach Pedrinho. Brakowało nam zawodnika który, do dobrej gry dorzuciłby troszkę fantazji, nieszablonowości,  indywidualnej akcji, sztuczki czy po prostu rajdu z piłką jeden na jeden. Bez tego długo uderzaliśmy głową w mur, a kiedy wydawało się że ten za chwilę runie, zawodziła skuteczność i brak wyrachowania pod bramką Gwiazdy Ruda Śląska. Kiedy wydawało się, że tylko przerwa między połowami jest w stanie wnieść „nowe” bardziej skuteczne rozwiązania w grze Constractu. Jak się za chwilę okazało, z najtrudniejszego zadania wyręczył Dawida Grubalskiego, młodszy brat Sebastian wygrany pojedynek na skrzydle otworzył mu drogę do podania piłki do znajdującego się na 3 metrze przed bramką Bartka Piórkowskiego który niemal wepchnął piłkę do siatki na minutę przed prezerwą.

W drugiej połowie niewiele się zmieniło, Constract atakował szukając swoich szans w ataku pozycyjnym, jednak Gwiazda coraz częściej próbowała atakować i wychodząc nieco wyżej do swoich rywali. W efekcie Imanol Chavez miał troszkę więcej pracy z której wywiązywał się bez zarzutu. Już w czwartej minucie drugiej odsłony dołożyliśmy drugiego gola autorstwa  Arkadiusza Budzyna, który świetnym przyjęciem piłki zwiódł obrońców i pewnym strzałem pokonał bramkarza gości. Dwubramkowa przewaga dawała duży komfort psychiczny. Gwiazda choć ambitna i walcząca, miała za mało atutów ofensywnych żeby realnie zagrozić Konstruktorom. W końcówce ambitne wycofanie bramkarza w efekcie przyniosło więcej złego niż korzyści, czyli stratę bramki autorstwa Pedro Pereiry. Kończymy spotkanie wynikiem 3:0 i zapisujemy 3 punkty na ligowym koncie.