Końcówka I rundy Futsal Ekstraklowych zmagań jest dla Constractu wyjątkowo wymagająca i chyba każda potyczka w ostatnich 4 kolejkach może posiadać tytuł meczu kolejki. Jest niewiarygodnie trudno, ale Constract nie zamierza przestać zdobywać punktów w tym sezonie. Prawdą jest, że srogie lanie z Rekordem i plaga kontuzji postawiły nieco Constract pod ścianą, ale dziś już wiemy że mecz z Rekordem  był wyjątkowo pechowy, nieco szczęścia zabrakło przed tygodniem w Chorzowie a powrót do własnej hali choć dał kolejne 3 punkty to  wcale się na nie, nie zapowiadało.

Relacjonowanie meczu z AZS Uniwersytetem Śląskim Katowice należałoby rozpocząć od stanu 0:2 dla gości w 5 minucie spotkania. Wydarzenia z początku meczu są trudne do zrelacjonowania, bo na boisku oprócz zmiany wyniku na korzyść gości nic się nie działo, akcje bramkowe nie zapowiadały zmiany wyniku strzały też, niezbyt wyszukane, ani mocne trudno mówić tu też o precyzji, bramkarz może mógł zachować się lepiej, ale oceniając to chłodnym okiem można powiedzieć, że nie weszliśmy w ten mecz od początku.

Kiedy Pedrinho swoim niesamowitym rajdem ograł całą obronę gości i niemal, zmusił Denysa Diemisheva do zdobycia bramki kontaktowej, wydawało się że wróciliśmy do gry, a nasze kolejne akcje tylko nabiorą rozpędu. Jeszcze odpowiedź na pytanie skąd Denys w składzie Constractu. Ukrainiec mimo, że od dwóch sezonów próbował sił w Motorze Lubawa, nigdy nie zerwał kontaktu z drużyną, wierny kibic i jakby nie było jedyny zawodnik z doświadczeniem w Futsal Ekstraklasie w regionie, który mógł pomóc w obliczu tak dużych problemów kadrowych. Strzeloną bramką szybko udowodnił swoją przydatność i utwierdził Dawida Grubalskiego słuszności wyboru, wielu widząc Denysa w składzie spodziewało się że to wariant awaryjny, nie spodziewając się go w pierwszym składzie zespołu.

Kiedy wydawało się, że wracamy do gry rywale zdobyli 3 gola, Constract grał rywal zdobywał gole, w futsalu to częsta przypadłość  sztuka polega na tym, żeby umieć na taki obrót wydarzeń zareagować, a może nie reagować spokojnie kontynuując swoją taktykę i nakreślony plan. Pierwsza połowa kończy się niekorzystnym wynikiem, gra jednak nie pozwala myśleć inaczej niż o wyrównaniu i walce w drugiej części.

Druga odsłona długo nie przynosiła zmiany rezultatu, silny zorganizowany zespół z Katowic świetnie się bronił posiadanie dwubramkowej przewagi był wielkim komfortem dla gości, którzy z pewnością marzyli o takim obrocie sytuacji. Constract niczym wyrafinowany bokser cierpliwy i skoncentrowany, przegrywał na punkty ale chyba wszyscy czuli, że w każdej chwili był gotowy na akcję która odmieni losy pojedynku. Mając w zespole Pedrinho zawsze to jest możliwe, tym razem jednak swój pazur pokazali inni. Doskonałą postawę w meczu bramką uświetnił Mateusz Łożyński,  a chwilę później wyrównał Jakub Raszkowski, który coraz lepiej czuje się w Brazylijskiej sambie, oryginalna cieszynka to przede wszystkim dowód na to, że zespół jednoczy się w walce.

Remis pozwolił odetchnąć do pełni szczęścia brakowało tylko bramki dającej prowadzenie, był 31 minuta i chyba wszyscy mogli sądzić, że zwycięstwo nadchodzi.

Nie było to jednak tak oczywiste jak mogło się wydawać po dwóch błyskawicznych trafieniach z 30 minuty. 7 minut zajęło znalezienie drogi do 4 bramki dal Constractu i trzeba było powiedzieć że była to droga powietrzna, 2 loby nad obrońcami Katowic i Bartek Piórkowski mógł skierować piłkę do pustej bramki  AZS-u. Pozostało już tylko obronić się przed grającym z wycofanym bramkarzem rywalom i rozpocząć świętowanie kolejnych 3 punktów, a przede wszystkim utrzymania się w ścisłej czołówce ligowej tabel.

W ostatnim spotkaniu pierwszej rundy, a tym samym ostatniej ligowej potyczce w tym roku w spotkaniu wyjazdowym zagramy z Gattą Active Zduńska Wola w niedzielę o godzinie 14:00